• redakcja51

EURACTIV: Co dalej ze szczepionką AstraZeneca w Polsce?

Autor: Anna Wolska

Rządowa Agencja Rezerw Strategiczny zaprzecza jakoby Polska całkowicie wycofała się ze stosowania szczepionki na koronawirusa produkowanej przez brytyjsko-szwedzką firmę AstraZeneca. Potwierdza jednak, że z powodu kłopotów z dostawami, pierwsze dawki tego preparatu nie będą podawane. Ma być tak jednak tylko czasowo.




O tym, że Polska miałaby zrezygnować z podawania szczepionki AstraZeneca poinformowała wczoraj (9 czerwca) „Gazeta Wyborcza”, która powołała się na e-mail od Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, która zajmuje się dystrybucją preparatów przeciw koronawirusowi po kraju.

„Z powodu nieprzewidywalności i nieregularności dostaw do Polski preparatu firmy AstraZeneca szczepienia pierwszą dawką wyżej wymienionym preparatem zostały wstrzymane. Obecnie wszystkie dostawy tego preparatu są przeznaczane na zabezpieczenie drugiej dawki” – głosiła owa wiadomość.


Kuczmierowski: Nie porzucamy Astrayeneki

Jednak prezes RARS – Michał Kuczmierowski – zdementował informację, jakoby Polska miała zrezygnować całkowicie z podawania tej szczepionki nowym osobom. W rozmowach z Polsat News i TVN24 wyjaśniał potem, że chodzi o „priorytetowe obsługiwanie szczepień drugą dawką i czasowe nie podawanie pierwszych dawek tego preparatu.”

W Polsce pierwszą dawkę tej szczepionki dostało już ponad 2,6 mln osób – używano jest zwłaszcza do szczepienia nauczycieli i pracowników naukowych uczelni wyższych czy osób powyżej 60. roku życia, gdy zaczynała się trzecia fala epidemii w Polsce.

Ale ponad 1,7 mln ludzi dostało w Polsce dopiero pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca, a po dwóch jest zaledwie niecałe 975 tys. A tymczasem dostawy tego opracowanego przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego preparatu wciąż są nieterminowe i nie zawsze dojeżdża tyle dawek ile zakontraktowano.

Stąd obawy o to czy wszyscy będą się mogli zaszczepić AstraZeneką w wyznaczonym im terminie. Przesuwanie terminów szczepień wpływa niestety na to, że część osób z drugiej dawki rezygnuje, a to niebezpieczne, bo tylko dwie dawki dają maksymalną możliwą ochronę.

To ważne zwłaszcza w przypadku tzw. wariantu Delta (nazywanego do niedawna „indyjskim”), który dotarł już do Europy, a w Wielkiej Brytanii odpowiada obecnie za 91 proc. nowych zakażeń. Do infekcji dochodzi jednak niemal wyłącznie u osób niezaszczepionych lub zaszczepionych tylko jedną dawką.


AstraZeneca tylko na drugą dawkę

Dlatego RARS prowadzi obecnie inwentaryzację tego, w których punktach szczepień znajdują się jeszcze niewykorzystane dawki (np. z powodu rezygnacji ze szczepienia osób wcześniej zapisanych) i chce je przerzucać do punktów, w których dawek może w najbliższych dniach zabraknąć. Ten preparat może bowiem być przechowywany w zwykłej lodówce, a także jego trwałość jest dłuższa niż w przypadku szczepionek typu mRNA.

W ubiegłym tygodniu do Polski dotarło 868 tys. dawek AstraZeneki, zaś w tym tygodniu 259 tys. dawek. To powinno wystarczyć do zaszczepienia osób, które czekają na drugi zastrzyk. Nie wiadomo jednak co na przyszłość, dlatego rząd chce na razie wstrzymać zapisy na ten preparat nowych osób.

Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza” na pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca jest jednak w tej chwili zapisanych w całym kraju do końca sierpnia tylko 18 tys. osób, z czego większość, czyli prawie 13 tys., na czerwiec. Natomiast na przyjęcie pierwszej dawki AZ w sierpniu zapisało się tylko 47 osób.

Spada bowiem zainteresowanie tym preparatem. Wiąże się to z obawami, jakie wywołały przypadki wystąpienia zakrzepów krwi u niewielkiego odsetka osób, jakie przyjęły ten preparat. Nie można wykluczyć, że szczepienie miało z tym związek.

Ponieważ jednak są to marginalne przypadki, a ryzyko zakrzepu jest dużo większe w przypadku zakażenia koronawirusem, Europejska Agencja Leków (EMA) podtrzymała swoją rekomendację dla dalszego podawania szczepionki AstraZeneca, uznając, że korzyści z tego płynące znacząco przeważają nad ryzykiem.

Mimo to wiele osób zaczęło się tego preparatu obawiać i wyszukiwać możliwości przyjęcia innych szczepionek. Choć zdaniem części ekspertów kłopoty wizerunkowe szczepionki AstraZeneca są w dużej mierze „czarnym PR-em”, wiele punktów szczepień zrezygnowało w ogóle z podawania tego preparatu, ponieważ umówieniu pacjenci nie zjawiali się w gabinetach.


Stosowanie AstraZeneki w Europie

Polska zatem ostatecznie – przynajmniej oficjalnie – ze szczepionki AstraZeneca nie rezygnuje. Ale wiadomo, że preparat ten niebawem i tak zniknie z Unii Europejskiej. Komisja Europejska, która w imieniu państw członkowskich koordynuje wspólne zakupy szczepionek przeciw COVID-19, postanowiła nie przedłużać umowy ze szwedzko-brytyjską firmą.

Oznacza to, że w mocy pozostają dwa kontraktu zawarte na dwa pierwsze kwartały 2021 r. na łączną sumę 600 mln dawek, ale nowych już nie będzie. Ma to związek z tym, że AstraZeneca nie dostarczyła dotąd choćby połowy obiecanych dawek. KE pozwała nawet w związku z tym szwedzko-brytyjski koncern do belgijskiego sądu.

Tymczasem część państw członkowskich Unii Europejskiej zrezygnowało ze szczepionki AstraZeneca. W kwietniu zrobiła to Dania, a Polska wystąpiła wówczas z ofertą odkupienia niewykorzystanych dotąd duńskich dawek tego preparatu.

W maju ze stosowania szczepionki AstraZeneca całkowicie wycofała się Słowacja, a będąca częścią Europejskiego Obszaru Gospodarczego Norwegia nigdy nie wznowiła podawania tego preparatu po tym jak w marcu ponad 20 krajów na świecie czasowo wstrzymało korzystanie z AstraZeneki w oczekiwaniu na stanowisko EMA.

Ponadto w niektórych państwach członkowskich UE – np. w Niemczech czy Austrii – szczepionka AstraZeneca jest podawana tylko osobom powyżej 50. roku życia. Ma to związek z tym, że powikłania występowały głównie wśród osób młodszych.

Włoski wiceminister zdrowia Pierpaolo Sileri poinformował zaś dziś (10 czerwca), że jego kraj rozważa zaprzestanie podawania tej szczepionki osobom poniżej 40. roku życia.


Źródło: Euractiv


0 wyświetlenia0 komentarz